foto: materiały wydawcyfoto: materiały wydawcy

„Damy radę, Mamo!” – opowieść o zmieniającej się więzi

Ostatnio w moje ręce trafiła bardzo ciekawa książka. To jedyna znana mi pozycja, w której narratorem jest dziecko osoby chorej onkologicznie. „Damy radę, Mamo!” to nie tylko zapis pewnej historii, to przede wszystkim opowieść o zmieniającej się relacji, w której córka przejmuje rolę opiekuna.

Przed rozpoczęciem lektury miałam pewne obawy. Magdalena Szelągowska to nie tylko córka, która opowiada o chorobie matki. Na mnie informacja, że ma wykształcenie psychologiczne podziałała trochę zniechęcająco. Nie dlatego, że nie cenię ciężkiej pracy psychologów! Po prostu miałam obawy, że zamiast ciekawej opowieści dostanę masę „dobrych rad” na trudny czas. Miło się rozczarowałam. Nawet jeśli autorce wykształcenie pomagało, w żaden sposób nie stanowi osi książki. To nawet nie do końca choroba jest jej główną bohaterką. Rak piersi jest wyzwalaczem, który wpływa na relacje między matką a córką. Dla mnie „Damy radę, Mamo!” to właśnie opowieść o zmieniającej się więzi.

Książka opowiada o kilku ostatnich miesiącach życia pewnej kobiety. Właśnie. Dla nas to jedna z wielu kobiet, która słyszy diagnozę „rak”. Dla innych – ukochana żona, troskliwa matka, oddana nauczycielka. Stawiająca wyżej potrzeby innych niż swoje. Jest koniec czerwca, zaczynają się wakacje, a ona zaczyna swoje starcie z rakiem. O dobrych kilka miesięcy za późno, ale przecież wcześniej nie mogła. Była potrzebna w pracy, w domu… Już przy pierwszych stronach zastanawiałam się, ile kobiet zaczyna leczenie z opóźnieniem, bo zawsze jest coś ważniejszego.

Cena za zwłokę jest wysoka. Stopniowo okazuje się, że możliwości leczenia nie ma, pozostaje pomoc przy doraźnych dolegliwościach. Wielu by się załamało, ale nie pani Ala. Szczerze powiedziawszy, nie wiem na ile faktycznie nie była świadoma swojego stanu, a na ile grała przed córką. Na ile chciała jej wierzyć, że będzie dobrze. Niezależnie od tego, jak było – jej postawa wpłynęła na całą rodzinę, która mimo momentów zwątpienia trzymała się razem i zbudowała mur chroniący chorą aż do ostatnich chwil jej życia.

„Damy radę, Mamo!” jest piękna i ważna z kilku powodów. Pierwszy znajdziecie powyżej. Przypomina, żebyśmy byli egoistami przynajmniej wtedy, kiedy chodzi o nasze zdrowe. Pokazuje również, że choroba sprawia cierpienie nie tylko choremu. Nie chodzi tu o ból fizyczny, tylko o co, dzieje się w naszej głowie i w sercach. Przynosi bolesne tematy, którym w końcu trzeba stawić czoło. Pokazuje zmianę myślenia, stopniowe godzenie się z rzeczywistością. Jest to zapis kilku miesięcy, dokładnie więc widzimy ewolucję, która następuje w bohaterach. I mimo bolesnych przeżyć czyni ich lepszymi i silniejszymi.

Myślę, że ta książka to dobra propozycja dla wszystkich, którzy mierzą się z chorobą kogoś bliskiego, ale przede wszystkim – dla dzieci, których rodzice ciężko chorują, nie tylko na raka. Sposób, jaki wybrała Magdalena Szelągowska na to, żeby poradzić sobie z sytuacją jest jednym z wielu. Najważniejsze, że okazał się skuteczny i pomógł jej w trudnych chwilach. Jestem przekonana, że wielu czytelników znajdzie w lekturze nie tylko inspirację, ale również ukojenie.

„Damy radę, Mamo!”
historia prawdziwa
Magdalena Szelągowska
Wydawnictwo SOLO you&me Sp. z.o.o
Wydanie II poprawione

Książkę można kupić na stronie autorki.